Dodano 2016-02-09 przez Kowalscy
Ładowanie akumulatorów

W myśli idei - nie samą pracą człowiek żyje, postanowiliśmy naładować akumulatory i wyjechać w teren. Oprócz nart i zwiedzania na naszej liście oczywiście znalazło się poszukiwanie inspirujących „zachodnich” coworkingów.

Nasza podróż zaczęła się od narciarskiego wypadu w okolice Val di Sol - ku naszej śnieżnej uciesze popijanej odkrytym aperol-spritzem niestety nie znaleźliśmy żadnego coworkingu.

Za to hotel w którym mieszkaliśmy oprócz genialnej pizzy i pasty, którą przyrządzał sam właściciel dysponował wi-fi i biurkiem w pokoju. Choć w godzinach szczytu brakowało netowi mocy dawaliśmy radę odrabiać lekcje w postaci codziennej porcji maili, popijając lokalne wino.

Hotel Niagara to o tyle ciekawe miejsce, że mieliśmy wrażenie, że spotykają się tu wszyscy lokalni, więc jedzenie i atmosfera były genialne. Zaopatrzyliśmy się więc w historie miejsca i kilka nadprogramowych kilogramów.

Jeszcze przed wyjazdem zaplanowaliśmy, że skrócimy ciut pobyt narciarski i zadbamy o rozwój - odwiedzając bajeczną Wenecję. Nasz wywiad googlowy donosił, że jest tam wiele coworkingów. 

Po drodze zatrzymaliśmy się nad jeziorem Garda. Miejsce nas zachwyciło i na pewno tu wrócimy w poszukiwaniu inspirującej przestrzeni do pracy J

 

Nad urokiem Wenecji rozczulał się niejeden. My skuszeni tą wizją przybyliśmy i to w dodatek na początek słynnego karnawału! Zapowiadała się niezwykła przygoda.

Uzbrojeni w wiedzę innych podróżników złamaliśmy wszelkie zasady i nie rozkochaliśmy się w tym mieście. Najpierw wpadliśmy w panikę parkingową – zabiła nas cena pierwszego na który wjechaliśmy i musieliśmy szukać kolejnego w koszcie, który założyliśmy. Fajna była lecz dość droga przygoda z tramwajem wodnym, jednak po dłuższej chwili zapach kanału ciut przeszkadzał i otoczenie nas nie zachwycało. Na miejsce dotarliśmy o zachodzie słońca, więc pomijając woń, całość wyglądała całkiem fajnie. Zakwaterowani w bajecznej miejscówce, praktycznie na Placu św. Marka postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda to romantyczne miasto w blasku księżyca, który właśnie wchodził w swą pełnię. I tu niestety szału nie ma – czuć atmosferę turystyczną – nie wyobrażam sobie jak tu jest w „sezonie”. Kolejny dzień oprócz super muzeum – do którego zachęcamy by pójść również z dziećmi, to było jak chodzenie cały dzień po markecie, wszechogarniająca tandeta vs. drożyzna powodowała u nas niesmak. Miejsce uratowała trattoria coś jak nasze Piccolo ale z extra ligi czegoś tak dobrego na stojąco nie jedliśmy.

Polecamy! https://www.facebook.com/Bigoivenezia/

Im dalej poza tłumnie uczęszczanymi uliczkami tym bardziej robiło się interesująco. Zagubieni w kanałach i gąszczu uliczek nie znaleźliśmy jednak żadnego coworkingu. Pozostaje więc może kiedyś odwiedzić miasto raz jeszcze, a dla tych którzy chcieli by skorzystać przydatna, bardzo krótka lista:

 

Coworking Wenecja:

http://nextspace.us/venice-beach/

http://venicebeach.oneroofwomen.com

 

Fot. Jasiek Kowalski

 

Warto przeczytać także