Dodano 2014-07-29 przez Jasiek Kowalski
Dirtrunner - rodzinny trening biegowy

Od początku założenia CoWalski - Aleja Inspiracji marzyłem o połączeniu mojej biegowej i triathlonowej pasji ze startup'ami. Naturalną koleją rzeczy był zatem blog na którym planowałem umieszczać materiały zarówno o początkach biznesu oraz interesujących przedsiębiorcach i inicjatywach ale także o relacjach z moich sportowych podróży i zawodów. A więc gdy tylko nadarzyła się okazja na połączenie tych dwóch pasji - a więc po drugim spotkaniu Projektora - nie mogłem przegapić Takiej okazji.

Szanowni Państwo! :) Oto wpis o wyjątkowym startup'ie Janusza Pokorskiego - Dirtrunner oraz o jego i mojej pasji do biegania!

Myślicie o pogodzeniu roli ojca z codziennymi treningami? Zastanawiacie się jak to zrobić i czy w ogóle jest to możliwe? Jest na to rozwiązanie! Bieganie z wózkiem biegowym… a w nim Wasz syn, Wasza córka. Martwicie się że to nie dla Was? Spróbujcie! Naprawdę warto!

Ten test jest nietypowy z dwóch powodów. Po pierwsze mamy do czynienia z dwukołowym, jednośladowym wózkiem biegowym - chyba jedynym takim na rynku, a po drugie to mój pierwszy raz… :) Jeśli więc szukacie porównania z innymi trójkołowymi wózkami, niestety nie znajdziecie tutaj żadnych porównawczych wskazówek. Mogę jedynie dać Wam słowo, iż z racji tego iż wózek wchodzi na rynek w tym roku, takie testy na pewno pojawią się w najbliższych miesiącach. 

Na pierwszy rzut oka, co widać?… dwa koła, tak… ale i solidna konstrukcja która sprawia wrażenie bardzo zwartej i porządnie wykonanej. Uwagę zwracają również na siebie żółte elementy które służą amortyzacji przy pokonywaniu nierówności. W końcu mówimy o „brudnym bieganiu”. DirtRunner bo o nim mowa to konstrukcja poznańskiego pomysłodawcy i konstruktora Janusza Pokorskiego, który opatentował swój produkt. Siedzisko dla dziecka również nie pozostawia żadnych niedomówień, porządny i jak się później okazuje wygodny pojazd. Do dyspozycji mamy jeszcze oczywiście obowiązkowe pasy bezpieczeństwa, porządny hamulec ręczny, nóżkę (która umożliwia nam zaparkowanie pojazdu oraz umożliwia bezpieczne ulokowanie swojej pociechy), a także mnóstwo schowków i kieszeni oraz pojemniki na bidony… chyba wszystko. Na pierwszy rzut oka nic mu nie brakuje, wszystko o czym pomyślałem że jest mi niezbędne jest tam zamontowane i gotowe do testów… no to startujemy!

 

Jestem w finalnej fazie przygotowań do triathlonowych startów na dystansie 1/2 ironman i przed jednym z moich pierwszych startów w tym roku na tym dystansie decyduję się zrobić ostatnią, przedstartową jednostkę treningową z wózkiem DirtRunner! :) Na trening wyruszam na moją ulubioną leśną trasę w Dąbrówce pod Poznaniem. A w wózku… Maks, 5 lat, 20 kg… :) Już przed treningiem jest podekscytowany nową przygodą i nie może doczekać się wspólnej przejażdżki. Co ciekawe Maks zawsze dość sceptycznie podchodzi do nowych miejsc i wyzwań, a tu niespodzianka! Fajnie! Na początek pierwszy kilometr to kostka pozbruk. Do skręcanie trzeba się przyzwyczaić, należy delikatnie odciążyć przednie koło i spowodować że zacznie ono wykonywać posuwisty ruch… jest też druga metoda, łatwiejsza ale mniej bezpieczna - mocniejsze odciążenie przedniego koła, tak aby się delikatnie uniosło i wykonanie zamierzonego skrętu na tylnym kole. Obydwie metody wymagają chwili treningu po której nie powinno być już z tym większego problemu. A co ze stabilnością? Żaden problem! Wózek prowadzi się lekko i można to ze spokojem wykonywać jedną ręką. Dla mnie jako osoby praworęcznej wiadomo że dużo łatwiej to robić prawą ręką, ale lewa też jest do opanowania.

Wjeżdżamy do lasu, który po opadach deszczu ubiegłej nocy dostarcza wielu atrakcji. Śliskie podłoże, kałuże… a także korzenie i wszelkie nierówności leśnej ścieżki. To wszystko wywołuje niesamowity entuzjazm u mojego małego pasażera! Wiatr we włosach, prędkość! Słyszę tylko: „tata szybciej, szybciej” :)) A co z nierównościami? Wózek po prostu płynie! Kołysze się tylko delikatnie przód - tył. Sprawia wrażenie jakby stworzony był to tego rodzaju podłoża. Na asfalcie nie daje się zauważyć tej amortyzacji i radości z jazdy dla najmłodszych. Leśne ścieżki to jego żywioł. W końcu mamy do czynienia z DirtRunner’em. Nasz wspólny trening wstępnie planowałem na 5/6 km, ale widząc radość z jazdy Maksa postanawiam nieco go wydłużyć… :) Co ciekawe, również w lesie nie ma problemu z prowadzeniem wózka jedną ręką, jest stabilnie i płynnie. Jedynie przy skrętach należy powrócić do układu oburącz i wycelować w planowaną ścieżkę. Co chwilę słyszę tylko: szybciej, szybciej - i tak zamiast spokojnego przedstartowego treningu mam do czynienia z interwałami! 

Po pewnym czasie mega niespodzianka dla mnie która przyprawia mnie o niesamowity uśmiech i radość! Syn woła: tato, odepnij mnie - chcę pobiegać”!!! Upewniam się dwa razy czy aby na pewno… Maks wyskakuje i zaczyna biec! Nie jestem w stanie opisać słowami tego co wtedy czułem… to tak jakbym zaszczepił w nim chęć do biegania. Maks co prawda lubił wcześniej biegać ale były to raczej krótkie podbiegi na ulicy… a tutaj wyskoczył i pobiegł przed siebie. Zanim go dogoniłem przebiegłem chyba z 200 metrów… a on dalej biegł! Przecież o to w tym wszystkim chodzi! O wspólny trening, o możliwość spędzenia czasu ze swoimi dzieciakami ale również o to aby zaszczepić w nich radość do biegania!

Przez moją głowę przetaczają się tylko myśli z żalem że nie spróbowałem tego wcześniej, 2, 3 lata temu - trzeba było wtedy spróbować i udawać się na wspólne treningi z jeszcze dwu, trzy-letnim dzieckiem… Koniecznie spróbujcie i nie popełnijcie tego samego błędu co ja!

A minusy wózka… hmm… no może brakuje mu takiej rączki dla dziecka aby miało się czego trzymać podczas jazdy, może trzeba by pomyśleć o dodatkowych akcesoriach, foliach przeciwdeszczowych, etc. Jednakże jak na produkt który ma dopiero kilka miesięcy testów uważam że jest to bardzo dopracowany produkt któremu wróżę naprawdę świetlaną przyszłość. 

Życzę DirtRunner’owi i jego twórcy samych sukcesów! Polak potrafi! :)

Warto przeczytać także