Dodano 2014-03-01 przez Marysia Mucha
Z Anią Kruk o Sołaczu i inspiracjach
Tagi: Ania, Kryk, Kruk, Sołacz

Ani Kruk chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Młoda, zdolna, przedsiębiorcza i z... Sołacza! Posłuchajcie rozmowy z Anią.

Marysia Mucha: Aniu, jakie miejsce na świecie, które odwiedziłaś, najbardziej atmosferą przypomina Tobie Sołacz?

Ania Kruk: Nie znam drugiego takiego miejsca jak poznański Sołacz. Co nie znaczy, że w innych miastach takich miejsc nie ma. Po prostu często to są ciche, willowe dzielnice, znane mieszkańcom, a nie turystom. Na Sołaczu jest zielono, spokojnie, trochę staroświecko. Podejrzewam, że podobne dzielnice najszybciej możnaby znaleźć w Niemczech - w końcu Sołacz to niemiecka dzielnica, która powstała na początku XX wieku.

Przez pewien czas mieszkałam w Barcelonie - tam takiej dzielnicy jak Sołacz  nie ma. Najdroższe, uznawane za najlepsze dzielnice, np. Pedralbes, jak dla mnie wyglądały jak osiedla bloków. Domy z ogrodem? 10 minut od centrum? Zapomnij! Barcelona jest wciśnięta między góry a morze, nie starcza miejsca dla wszystkich mieszkańców, więc takie dzielnice jak Sołacz, z zielonymi skwerami, ogrodami, pasem trawy i drzew przy chodniku znikają.

Czy fakt, że wychowałaś się na Sołaczu znajduje jakieś odzwierciedlenie w biżuterii, którą tworzysz? Co najbardziej Ciebie inspiruje w pracy twórczej?

Myślę, że moje dzieciństwo na Sołaczu ukształtowało mnie jako osobę, a to jaka jestem ma wpływ na to co i jak robię zawodowo. Ale bezpośredniego związku z projektowaniem biżuterii chyba trudno byłoby sie doszukać ;)

Inspirują mnie ludzie, miejsca, trendy. Dużo czytam, oglądam, szukam różnych rzeczy w internecie. Taka codzienna dawka informacji to jest ten grunt, z którego potem wyrastają pomysły. Kiedyś miałam wyrzuty sumienia, że za dużo czytam, a powinnam pracować. Teraz wiem, że codzienny research to również część mojej pracy. To jest niesamowite ile wiedzy można znaleźć w sieci - trzeba tylko szukać we właściwych miejscach.

Chodziłyśmy razem do gimnazjum na Sołaczu, nikt nie wiedział, że jesteś z „tych Kruków”. Ostatnio spotkałam chłopaka, który z Tobą studiował i powiedział to samo. Skąd u Ciebie ta skromność?

Ciągle na nowo zaskakuje mnie jak ludzie wyobrażają sobie "tych Kruków". A my jesteśmy normalną, fajną rodziną, która żyje też w zupełnie normalny sposób – praca, dom, niedzielna kawa u babci. Rodzice jasno stawiali granice – na naukę i podróże zawsze były pieniądze, ale na drogie ciuchy czy imprezy już niekoniecznie. Ustawili nam priorytety. W efekcie nigdy nie imponowały mi drogie samochody i metki przy ubraniach. Uważam, że jest wiele ciekawszych sposobów wydawania pieniędzy. Dalekie podróże - tak, ale wędrując z plecakiem, a nie rezydując w 5-gwiazdkowym hotelu. Nie lubię szpanu, a kiedy poznaję kogoś prywatnie, unikam mówienia o tym, czym się zajmuję. Nie widzę potrzeby afiszowania się, raczej wolę zachować dystans.

Teraz, w związku z ekspansją Twojej marki będziesz częściej zapraszana na różne eventy – nie boisz się całkowitej utraty anonimowości?

Nasza rodzina nigdy nie była do końca anonimowa. Kiedy stworzyliśmy markę ANIA KRUK, od początku wiedzieliśmy, że wszystkie nasze działania będą komentowane, a jeśli kiedyś się potkniemy, będzie to bardzo publiczne.

Gdybym za dużo o tym myślała, stres nie pozwoliłby mi podjąć żadnego działania. Czas na wątpliwości minął, kiedy podjęliśmy decyzję, żeby nazwać firmę moim imieniem. Przedtem mogłam się wahać, rozważać wszystkie "za" i "przeciw". Teraz już postawiliśmy na tę kartę i gramy dalej (śmiech).  W naturalny sposób stałam się "twarzą" naszej marki, jestem obecna w mediach, podejmuję takie działania jakie uważam, że mogą przełożyć się na sukces naszej firmy. Cieszę się ze wzrastającej rozpoznawalności – bo jesli ktoś o mnie usłyszał, to usłyszał też o naszej firmie. Popularność dla samej popularności mnie nie interesuje. Przypuszczam, że mieszkając w Poznaniu, a nie w Warszawie, łatwiej jest się zdystansować do tej całej medialnej otoczki. Mam stałe grono przyjaciół dla których jestem tą samą Anią co dwa lata temu. Media niczego nie zmieniły.

Skupiasz się teraz głównie na rozwijaniu działalności, czy masz czas na życie prywatne?

Tak jak mówiłam wcześniej, kiedy prowadzisz własną  firmę, i do tego lubisz to, co robisz - nie ma wyraźnego rozgraniczenia na czas "w pracy" i "po pracy". W tym roku jeszcze do tego w weekendy studiuję - jestem już po pierwszym semestrze "Strategii i planowania biznesu" na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

W pracy codziennie widuję mojego brata, często również mojego tatę i mamę. Wszystko się miesza. Ale staram się zachować równowagę, dbać o przyjaciół, chodzić regularnie na basen, co kilka tygodni wyjechać na weekend na wieś, żeby pochodzić po lesie i pograć wieczorami w karty. Mój narzeczony jest Hiszpanem, więc często jeździmy do jego rodziny do Barcelony. Za każdym razem biorę ze sobą komputer z projektami, które jeszcze w Poznaniu wydają mi się super-ważne i pilne. I za każdym razem życie weryfikuje priorytety. Na obiad jest paella, jest hiszpańskie czerwone wino, dużo śmiechu. W efekcie odpisuję tylko na najpilniejsze maile, a resztę zostawiam na "po powrocie".

Jak widzisz możliwości biznesowe kobiet w Polsce? Według statystyk nadal jesteśmy dyskryminowane. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Moja sytuacja jest specyficzna: nie wspinam się po szczeblach korporacyjnej czy agencyjnej drabiny. ANIA KRUK to firma rodzinna, którą założyłam z bratem, Wojtkiem. Działamy w branży modowej, która jest zdominowana przez kobiety. Może dlatego spotykam się raczej z pozytywnymi przykładami tego, jak kobiety radzą sobie w biznesie. Są wykształcone, otwarte, ambitne. Swoją pasję przekształcają w biznes - a to zawsze daje świetne efekty.

W dzisiejszych czasach chyba trudniej sprostać wymaganiom klientów, którzy ciągle chcą być na topie, niż dawniej. Jak często wprowadzasz zmiany i nowości do kolekcji?

Tak, teraz się pracuje w szalonym tempie. Zimą wysyłasz zdjęcia letniej kolekcji, latem już przygotowujesz materiały promocyjne kolekcji zimowej. Pamiętam mój pierwszy Fashion Week w Łodzi. Październik, a modelki chodzą po wybiegu w pastelowych, krótkich sukienkach. A ja się naiwnie pytam: "Nie za dużo pasteli jak na zimę?". A to była oczywiście kolekcja wiosna-lato... (śmiech)

Przemysł modowy działa w szalonym rytmie. Na szczęście my tylko częściowo się musimy do niego dostosować. Biżuteria to trochę inny temat niż odzież, o wiele bardziej uniwersalny, związany raczej ze stylem niż konkretnym trendem. Kiedy projektuję, myślę o wzorach, które można nosić przez lata, a nie tylko w tym sezonie. Lubię łączyć, mieszać ze sobą różną biżuterię - i do tego też namawiam nasze klientki. Wyciągam nasze wzory z zeszłego roku i zestawiam je z naszyjnikami z najnowszej kolekcji.

Nie chcę, żeby nasza marka była przyporządkowana tylko do jednego stylu, jednej wąskiej grupy odbiorców, lub co gorsze: tylko jednego trendu (bo trendy przemijają bardzo szybko). Marka ANIA KRUK ma zostać na rynku dłużej. Nasze projekty podpisuję własnym nazwiskiem, za którym stoi już prawie 200 lat tradycji. Mam nadzieję na drugie tyle!

Dziękuję za rozmowę i w imieniu CoWalski Aleja Inspiracji życzę Twojej marce dużo sukcesów :)

Również dziękuję.

www.aniakruk.pl

Warto przeczytać także