Dodano 2014-02-26 przez Agata Ludwiczak
Inspirujący park

Pogoda pięknieje. Wypoczęła i budzi świat. Nieco niepokojący to false start, klamka jednak zapadła, klucz złożony z wszelkiej maści ptactwa przyleciał i zaskrzypiał w zamku drzwi z napisem WIOSNA!

Sama nie wierzę do końca w to, co, piszę ze względu na datę w kalendarzu, która nijak ma się do ludowego „idzie luty obuj buty”. Skoro jednak śmieci segreguję, jeżdżę dużo rowerem i robię wszystko by, mieć (nomen omen) czyste sumienie, wystawiam twarz do słońca, a frustrację zamieniam na nadzieję, że to jednak nie początek końca świata.

Bez względu na to jaka to wiosna, czy przedwczesna czy też nie, prawda jest jedna – ta pora roku uskrzydla nam serca i eksmituje ciała z pomieszczeń, wzbudzając jednocześnie potrzebę przebywania w przestrzeniach mniej miejskich, a bardziej zielonych. Samochody zamieniamy na rowery, parkingi na parki.

Parki – azyle, enklawy, oazy dla śródmiejskiego, ceglasto-asfaltowego życia. Kto mieszka lub pracuje niedaleko jednego z nich, na wiosnę staje się ekstremalnym szczęściarzem.

I dziś właśnie stopą i okiem wyobraźni przeniesiemy się do jednego z parków. A że blog sołacki to i o Sołackim będzie parku. To zresztą nie jedyny powód wyboru tematu - miejsce to darzę szczególnym rodzajem uczucia, ze względu na jego urok i ciszę (mimo obecności szalonej ul. Niestachowskiej w pobliżu)  oraz to, że był on świadkiem kilku znacznych poruszeń mojego mięśnia sercowego, gdy przemierzałam go z kimś za rękę. 

Spacer jego alejkami i tarta we Francuskim Łączniku. Czy może być coś bardziej romantycznego? Pewnie może. Dla mnie jednak to miejsce ma w sobie coś, jakąś magię, która sprawia, że wszystko staje się bardziej wykwintne i smakowe.

Mostki mosteczki, kaczki i rzeczki. Staw znajdujący się na środku, niesamowity jest, właściwie o każdej porze roku, po prostu o każdej inaczej. Ja najbardziej lubię go zimą, gdy srebrzy się jak warstwa świeżego lukru albo wiosną, gdy się budzi.

Samo otoczenie parku też zaliczyć można do naturalnych wzmacniaczy dobrego nastroju. Sołacz delikatnie i stopniowo wypuszcza ze swoich rąk, pozwalając odwiedzającym nacieszyć jeszcze oczy domami z duszą. Nie wpadasz wprost w intensywne centrum miasta, wychodzisz z parku, ale przygoda trwa, do rzeczywistości wracasz powoli. Tak jakbyś przed wstaniem z ożywczego snu miał jeszcze chwilę na nacieszenie się z leżenia w ciepłej i miękkiej pościeli.


Bardzo dobrze wspominam czas, gdy pracowałam w jednym z tych dużych, pięknych domów, zarówno ze względu na sam budynek jak i okolicę. Gdy po 16:00, codziennie i niezmiennie czekała na mnie największa nagroda – przechadzka, ławka w parku i kawałek nieba do pogapienia się.

Pracę już dawno zmieniłam, mojej dłoni nie trzyma już ta sama, co we Francuskim Łączniku, Sołacz, jednak, na dobre umościł się w moim sercu, jako miejsce doskonałe do spędzania, wolnych i szybszych chwil, na samotnych przemyślenia, rodzinnych pogawędkach, bieganiu, skakaniu, pierwszej i 1456 randce...

Czeka tu na nas wyjątkowa atmosfera pełna inspiracji oraz kaczki nadziane nadzieją, że przyniesiecie ze sobą trochę suchego chleba.

http://ulica-mrozonych-truskawek.blogspot.com.es

http://wiesci-z-wulkanu.blogspot.com (blog o Lanzarote)

http://www.ekotropiciel.pl/ (piszę jako Tropicielka z Tropików) wege przepisy, zdrowy styl życia

Warto przeczytać także